
Chiński model wzrostu oparty na taniej sile roboczej powoli się załamuje. Już rok temu szef ośrodka Stratfor, George Friedman pisał, że wkrótce na „produkcyjnej” mapie świata Chiny zostaną zastąpione przez inne państwa. Tymczasem wynagrodzenia w Państwie Środka w przeciągu ostatnich kilku lat wzrosły znacząco. Według agencji Bloomberg średnia pensja wynosi ok. 400 dolarów. W porównaniu do 40 dolarów miesięcznych zarobków w chińskiej fabryce butów w Etiopii wydaje się ona wyjątkowo wysoka.
Z tego powodu chińscy przedsiębiorcy coraz częściej decydują się na przeniesienie produkcji do tego afrykańskiego kraju. Niskie koszty pracy i elektryczności oraz rząd pracujący nad przyciągnięciem inwestycji zagranicznych uczyniły z Etiopii „Chiny Afryki”. Kraj ten wzbudza zainteresowanie inwestorów z rynków wschodzących, takich jak Chiny, Indie czy Turcja. Nadal jednak poważny problem stanowi słabo rozwinięta logistyka, niska efektywność administracji i ulegająca wahaniom koniunktura. Aby zwiększyć swoją atrakcyjność Etiopia musi przede wszystkim zbudować wiarygodny dostęp do elektryczności, kredytów i walut obcych.
Bank Światowy zwraca także uwagę na inne problemy w funkcjonowaniu etiopskich fabryk. Jednym z nich jest utrudniona komunikacja w związku z faktem, że pracownicy używają aż czterech języków. Są to: język urzędowy Etiopii, czyli amharski, lokalny dialekt Oromo, angielski i chiński.
Bank proponuje nie tylko poprawę infrastruktury drogowej (a właściwie budowę podstawowych dróg), ale także ograniczenie liczby dokumentów przewozowych. Ponadto uważa, że dobrym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie specjalnych stref ekonomicznych i bardziej atrakcyjnego kursu wymiany walut co będzie miało pozytywny wpływ na handel.
Źródło: forsal.pl
