Biznes nie czeka na polityków

0
112
CZESNIK1

CZESNIK1

 

Wielu polityków nie jest w biznesie do niczego potrzebnych, nic nie potrafią w tym biznesie zrobić – mówi w rozmowie z portalem B2-biznes.pl prof. Mikołaj Cześnik, politolog Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

 

Panie profesorze, już blisko 20 komitetów wyborczych kandydatów na prezydenta zarejestrowała Państwowa Komisja Wyborcza. Dużo, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że badania opinii publicznej wskazują jednoznacznego faworyta w walce o najwyższy urząd w państwie. Czy konkurenci Bronisława Komorowskiego mogą uzyskać jakieś profity za sprawą rywalizacji o prezydenturę?

Patrząc w kategoriach popularności, do wygranych już można zaliczyć trójkę kandydatów, która w sondażach plasuje się tuż za urzędującym prezydentem, czyli Andrzeja Dudę, Magdalenę Ogórek i Adama Jarubasa. Z osób mało znanych, jak Duda, czy zupełnie nieznanych, jak Ogórek i Jarubas, już stały się osobami rozpoznawalnymi. Przez najbliższe tygodnie będą zapewne często gościć w mediach, chcąc nie chcąc, staną się przynajmniej na jakiś czas najważniejszymi politykami w Polsce. Możliwe, że po wyborach mogą chcieć w tej roli pozostać. Pytanie, na ile uda się im ewentualny wyborczy sukces przekuć w coś więcej. Nie są to osoby zbyt mocno osadzone w swoich ugrupowaniach. Jeśli np. Magdalena Ogórek osiągnie wynik na poziomie 10 proc., to powinna automatycznie w jesiennych wyborach parlamentarnych otrzymać „jedynkę” na liście wyborczej. Jeśli otrzyma ją np. w Rzeszowie, to dużo jej to nie da…

Co innego Śląsk…

Są takie okręgi jak np. sosnowiecki, w których startowanie z list SLD wciąż zapewnia duży sukces. O ile pamiętam w 2001 r. Sojusz uzyskał tam ok. 75 proc. Chciałbym zwrócić uwagę, że zarówno Ogórek, jak i pozostała dwójka kandydatów to partyjni „outsiderzy”, są uzależnieni od liderów partii, które reprezentują, bez swoich „promotorów” nic nie zrobią, także nawet jeśli uzyskają dobry wynik, to nie uda im się stworzenie własnego środowiska czy frakcji. Jeśli popatrzymy na pozostałych kandydatów, to myślę, że tegoroczne wybory są szansą dla Pawła Kukiza, pod warunkiem, że zdoła zebrać 100 tys. podpisów.

A czy wśród obecnych kandydatów jest ktoś, komu może zdarzyć się taka sytuacja, jaka miała miejsce w przypadku Lecha Kaczyńskiego? Startował on w wyborach prezydenckich w 1995 roku, ale za sprawą znikomego poparcia w sondażach wycofał swoją kandydaturę. Jak wiemy, dziesięć lat później został wybrany głową państwa.

Nie mam wątpliwości, że przy pomyślnych wiatrach taką osobą może być Andrzej Duda. Dość sprawnym zawodnikiem okazuje się być Jarubas, no i Kukiz…

Nie jest według Pana Profesora zbyt konfliktowy, aby zbudować wokół siebie jakieś środowisko?

Być może dojrzeje. Obserwuję go od dłuższego czasu i wydaje mi się, że bardzo dobrze czuje się w polityce i może jeszcze sporo namieszać. Trudno mi przewidzieć, co będzie z panią Ogórek. Z jednej strony jej kandydatura wydaje mi się kompletną pomyłką, ale z drugiej widzę to zręczne manewrowanie w trudnej dla niej przecież sytuacji. Obawiając się mediów, wybrała chyba najlepszą strategię: milczy, mając świadomość, że jak się odezwie, to będzie na tym tracić.

W tegorocznych wyborach prezydenckich zarejestrowało się blisko 20 kandydatów. Wśród nich próżno jednak szukać przedsiębiorców, a przecież pamiętamy start Bogdana Pawłowskiego czy słynnego producenta wkładek do butów – Kazimierza Piotrowicza. Dlaczego tym razem przedsiębiorcy nie startują?

Startował też Tadeusz Koźluk w 1995 roku, który kilka lat wcześniej założył prywatną uczelnię i mam wrażenie, że udział w wyborach pomógł mu ją rozpropagować. Dziś wydaje mi się jednak, że ten rodzaj marketingu się wyczerpał. Rynek, także ten marketingowy, reklamy, PR dojrzał, jeśli ktoś dzisiaj chce osiągnąć sukces w biznesie, to robi to trochę inaczej niż startując w wyborach. Ostatnim kandydatem związanym z biznesem, który brał udział w walce o prezydenturę, była dziesięć lat temu Henryka Bochniarz. Przedsiębiorcy zdają sobie sprawę, iż nie jest to efektywny kanał komunikacji z konsumentami.

No tak, tylko Henryka Bochniarz była osobą w świadomości społecznej znaną. Możemy sobie jednak wyobrazić człowieka kompletnie w Polsce nieznanego, który próbuje swoich sił w biznesie i za sprawą udziału w wyborach prezydenckich dowiaduje się o nim cały kraj. Przypomnę, że kandydaci mają np. bezpłatny czas antenowy w telewizji, w porze najwyższej oglądalności…

Tak, tylko że jeśli ktoś chce dziś, aby jego firma zyskała większą rozpoznawalność, to idzie do specjalistycznej agencji, która daje mu określone narzędzia i środki, umożliwiające dotarcie do określonego segmentu społeczeństwa. Jeśli ktoś dziś produkuje wkładki do butów, to dociera do ortopedów, a nie bierze udział w wyborach. Podejrzewam, że jeśli właściciel firmy poszedłby teraz do konsultanta i zapytał, czy start w wyborach prezydenckich może w jakiś sposób pomóc jego biznesowi, zapewne usłyszałby odpowiedź, że to bezsensowne, niepotrzebne rozwiązanie. Taki kandydat musiałby liczyć się również ze złymi skutkami popularności, np. tym, że może budzić niezdrowe zainteresowanie mediów. Co z tego, że jakaś firma ma znanego szefa, jeśli nie przekłada się to na wyniki sprzedażowe? Oczywiście znamy przypadki biznesmenów, którym nagle zamarzyła się kariera polityczna, obecność w mediach…

Dziś tendencja jest raczej odwrotna. Mamy polityków, którzy rezygnują z mandatu poselskiego na rzecz kariery w biznesie…

W biznesie są pieniądze. Nasi politycy może zbyt dużo nie zarabiają, ale proszę zwrócić uwagę, że nie mają praktycznie żadnych wydatków. Mają darmowe przejazdy, mogą mieszkać w służbowych mieszkaniach, hotelu poselskim. W zasadzie całą swoją pensję mogą zostawiać w banku. Przyzwyczajają się do życia na pewnym poziomie i gdy później nie zostaną wybrani na kolejną kadencję, to nie wiedzą, co ze sobą zrobić.

Wielu z nich zaczyna zajmować się biznesem…

Umówmy się, że wielu z nich nie jest w biznesie do niczego potrzebnych, nic nie potrafią w tym biznesie zrobić. Biznes na polityków wcale nie czeka, choć są oczywiście gałęzie przemysłu czy biznesu, w których obecność polityka może okazać się przydatna. To obszary silnie regulowane przez państwo, jak np. energetyka. Bez byłych polityków nie obeszłaby się też zbrojeniówka. Owi politycy wchodzą w rolę lobbystów, ale jak pokazują doświadczenia wielu z nich, także w tej roli nie potrafią się dobrze odnaleźć.

                                                                                             Rozmawiał Radosław Święcki

Poprzedni artykułOchrona i przywracanie różnorodności biologicznej
Następny artykułPolacy pracoholikami