TYLKO U NAS: „Kosiniak-Kamysz przypomina Kwaśniewskiego”

0
376

Władysław Kosiniak-Kamysz przypomina mi Aleksandra Kwaśniewskiego z lat 90’, ma podobny urok, łatwość nawiązywania kontaktów. Wyobrażam sobie, że może go popierać zarówno profesor uniwersytecki, jak i bezrobotny – mówi w rozmowie z portalem B2-biznes.pl prof. Mikołaj Cześnik, politolog z Uniwersytetu SWPS.

 

Czy uchwalenie prawdopodobnie już w przyszłym tygodniu proponowanej przez PiS ustawy dotyczącej jawności zarobków pracowników NBP zakończy niewygodny dla rządzących temat zarobków współpracowników wskazanego przez PiS prezesa banku centralnego?

Nie sądzę. Temat ten zaczął żyć własnym życiem, został podchwycony przez opozycję i trudno się dziwić, bo trudno, żeby ugrupowania opozycyjne nie wykorzystywały tego typu okazji. Mogą przedstawiać Prawo i Sprawiedliwość jako partię pełną hipokryzji, która twierdzi, że zwalcza wszelkiego rodzaju patologie polskiego życia publicznego, a tymczasem toleruje je w tak ważnej instytucji jak Narodowy Bank Polski. Myślę, że większość obywateli nie miałaby problemu z tym, gdyby kwoty o jakich się mówi zarabiał finansista, ekonomista, osoba, która ponosi ogromną odpowiedzialność za pieniądze nas wszystkich. Tymczasem te zarobki dotyczą osoby, która odpowiada za komunikację, promocję. Kolejny raz przekonaliśmy się, jak trudno wyplenić bardzo złe praktyki w życiu publicznym.

PiS odnotuje spadki w sondażach, jak po historii z premiami dla ministrów gabinetu Beaty Szydło?

Mleko się już wylało, powstała rysa i jest ona dla partii rządzącej groźna. Pojawiają się co jakiś czas takie obszary, w których PiS wypada po prostu niewiarygodnie, wręcz obłudnie. I to jest właśnie tego typu sytuacja. Nie pomagają wypowiedzi prezesa NBP Adama Glapińskiego, które bardzo źle świadczą o umiejętnościach piarowskich współpracowników prezesa, w tym osoby, której cała ta afera dotyczy.

Prezes Glapiński w zasadzie nie musi martwić się o stanowisko, gdyż jego odwołanie byłoby bardzo trudne…

Z formalnego punktu widzenia rzeczywiście tak to wygląda. Wiadomo jednak, że prezes Jarosław Kaczyński posiada ogromną nieformalną władzę i ma narzędzia, by zakulisowo kierować swoją drużyną.

Kaczyński może zmusić prezesa NBP do dymisji?

Nie wiem. Rezygnacja formalnie jest możliwa i nie można wykluczyć, że prezes NBP zostanie do niej zmuszony.

WCZEŚNIEJSZE WYBORY RYZYKOWNE

Czy możliwe są przedterminowe wybory parlamentarne?

Niczego nie można wykluczyć, ale dla Prawa i Sprawiedliwości byłoby to ryzykowne posunięcie. Wielu polityków tej partii do dziś odczuwa traumę z powodu tego, co wydarzyło się w 2007 roku…

…wielu żałuje, że nie skorzystano z okazji, jaką było nieuchwalenie budżetu w lutym 2006 roku. Politycy PiS twierdzą, że już wtedy możliwe było uzyskanie samodzielnej większości.

No tak, ale teraz mają samodzielną większość, mogą spokojnie rządzić jeszcze niespełna rok i przez ten czas uczynić wiele dobrego, ale też złego.

Jednym z powodów dla których wcześniejsze wybory mają być rozważane jest przeprowadzenie ich przed wyborami europejskimi. PiS ma się obawiać, że zakończą się one sukcesem opozycji, która na fali zwycięstwa może wygrać także jesienne głosowanie…

Na stole leżą zapewne różne scenariusze. Wśród nich na pewno jest również i ten, że wcześniejsze wybory parlamentarne wcale nie muszą zakończyć sie sukcesem partii rządzącej. Jest pytanie, o to jak wytłumaczyć wyborcom konieczność przeprowadzenia przedterminowych wyborów. Mówi się o doprowadzeniu do tych wyborów przez nieuchwalenie budżetu. I to też może być trudne do wytłumaczenia, np. inwestorom zagranicznym. W świat pójdzie informacja, że w Polsce nie udało się przyjąć budżetu. Myślę, że premier Morawiecki ma świadomość, jakie turbulencje wywołałoby takie posunięcie.

MORAWIECKI NA 60-70 PROC.  POZOSTANIE PREMIEREM

Mateusz Morawiecki będzie za rok stał na czele rządu?

Gdybym miał typować, to postawiłbym, że na 60-70 proc. Morawiecki zachowa po wyborach stanowisko premiera. Przy obecnej dynamice trudno wyobrazić sobie, by ktokolwiek inny stanął na czele rządu. Zakładam na 80 proc., że wybory odbędą się jednak na jesieni i – choć tutaj nie typuje aż tak wysoko – wygra je PiS, choć zdobycie samodzielnej większości nie będzie tak łatwe jak cztery lata temu.

Co wtedy? Koalicja z Kukizem?

Wtedy zacznie się szukanie ludzi w rodzaju pana Kałuży w pozostałych ugrupowaniach i myślę, że znalezienie 10-15 takich osób w Sejmie nie będzie szczególnie skomplikowane. Moim zdaniem nie można wykluczyć powstania koalicji PiS-PSL. Wiem, że trudno to sobie dzisiaj wyobrazić, ale przypomnę, że w 2005 roku nikt nie zakładał, że dojdzie do koalicji Kaczyńskiego z Lepperem. Wszystko wskazuje na to, że ten kolejny parlament będzie bardziej rozdrobniony niż obecny, co z pewnością będzie miało wpływ na tworzenie większości parlamentarnej.

„Gdyby Adrian Zandberg spóźnił się na metro, wówczas nie zdążyłby na telewizyjną debatę i PiS nie zdobyłby większości parlamentarnej” – tak podsumował pan w TOK FM, to co wydarzyło się w 2015 roku. Czy spodziewa się pan, że w tegorocznej kampanii pojawi się ktoś, kto niekoniecznie odniesie wyborczy sukces, ale namiesza w polityce?

Takim języczkiem uwagi może być Robert Biedroń, którego nie należy lekceważyć. Myślę, że taką osobą może być również Barbara Nowacka, która w mojej ocenie ma duży talent polityczny.

Nowacka najpewniej wystartuje z list PO i zostanie szeregową posłanką…

Nie można wykluczyć, że w Sejmie znajdzie się więcej osób z jej środowiska, a im więcej podmiotów, im więcej frakcji w ramach poszczególnych dużych klubów, tym może być ciekawiej. Zupełnie inaczej wyglądałby parlament z 3-4 ugrupowaniami, a zupełnie inaczej gdyby poza tymi partiami znalazła się w nim jakaś lewicowa koalicja i to co zostanie z Nowoczesnej. Każdy nowy gracz, nawet ten, który nie przekracza progu wyborczego może mieć wpływ na polską scenę polityczną. Dobrym przykładem jest tutaj Janusz Korwin-Mikke.

KOSINIAK-KAMYSZ KANDYDATEM NA PREMIERA?

Czy Grzegorz Schetyna, który – eufemistycznie rzecz ujmując – nie cieszy się zbyt dużą sympatią społeczną powtórzy manewr Jarosława Kaczyńskiego z 2015 roku, czyli namaści w kampanii kogoś innego jako kandydata opozycji na premiera? Coraz częściej wymienia się w tym kontekście szefa PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza.

Wyobrażam sobie taki scenariusz. Wówczas Schetyna zająłby się tym w czym naprawdę jest dobry, czyli kierowaniem kampanią. Szef PO dla wielu wyborców jest niestrawny jako lider anty-pisu i myślę, że ma tego świadomość. Kandydatem na premiera rzeczywiście mógłby być Władysław Kosiniak-Kamysz, który przypomina mi Aleksandra Kwaśniewskiego z lat 90’, ma podobny urok, łatwość nawiązywania kontaktów. Wyobrażam sobie, że może go popierać zarówno profesor uniwersytecki, jak i bezrobotny.

Według Onetu Kosiniak-Kamysz mógłby być kandydatem opozycji na prezydenta. To możliwy scenariusz?

Opozycja będzie musiała bardzo dokładnie zastanowić się nad wyłonieniem kontrkandydata dla Andrzeja Dudy, jeśli nie chce, by obecny prezydent został wybrany na kolejną kadencję. Wydaje się jednak, że więcej przemawia za kandydaturą Donalda Tuska, jeśli oczywiście zdecydowałby się na start w wyborach prezydenckich.

Zdecyduje się?

Tego nie wie nikt, wydaje mi się, że nawet sam Tusk.

Rozmawiał Radosław Święcki

Poprzedni artykuł3 na 10 Polaków pożycza pieniądze, by opłacić rachunki, a co 4 uważa, że nie ma środków na godne życie
Następny artykułWeź bezpośrednie dotacje z Brukseli – 70% dofinansowania