
Czy solidarność przeszkadza wolnorynkowej konkurencji, czy działające obecnie instytucje państwowe i biznesowe sprzyjają solidarności? – na te i na inne pytania usiłowali odpowiedzieć uczestnicy konferencji zorganizowanej przez SGH.
Konferencja „Solidarność na wolnym rynku” odbyła się 6 października w siedzibie Szkoły Głównej Handlowej. Podczas pierwszej części spotkania prof. Andrzej Zybertowicz i dr Michał Łuczewski dyskutowali m.in. na temat funkcjonowania w polskich warunkach dialogu. Zdaniem dr Łuczewskiego dialog powinien „zaczynać się wtedy, gdy solidarność jest niemożliwa”. Z kolei prof. Zybertowicz uznaje, że dialog jest „przereklamowany”, gdyż jak wyjaśniał doradca prezydenta, założeniem dialogu jest wymiana myśli w wyniku której jedna ze stron zmieni zdanie, co trudno sobie wyobrazić w wypadku osób wyznających odmienne systemy wartości. Zybertowicz tłumaczył, że jeśli dialog odnosi sukcesy to jedynie w tomach encyklopedii, natomiast w realnym życiu nie odgrywa znaczącej roli o czym świadczyć może np. fakt, że nie jest narzędziem wykorzystywanym przez menadżerów czy marketingowców. W ocenie doradcy głowy państwa dialog ma szansę powodzenia jedynie wtedy, gdy dyskutują osoby o zbliżonych poglądach. Ponadto Zybertowicz wskazywał, iż przestrzeń do solidarności zlikwiduje rozwój technologiczny. Przykładowo smartfon bardziej odseparowuje od siebie ludzi aniżeli integruje, daje możliwość zanurzenia się w wirtualny świat. Właśnie termin „odseparowanie” Zybertowicz przeciwstawia solidarności. Socjolog przypomniał fragment stenogramu podsłuchanej rozmowy prezesa Orlenu Jacka Krawca z ówczesnym rzecznikiem rządu Pawłem Grasiem, w trakcie której dyskutowano o możliwości objęcia przez Donalda Tuska unijnego stanowiska. Krawiec powiedział, że jeśli Tusk zdecyduje się na taki wariant, wówczas „odseparowuje się od tego syfu”, mając zapewne na myśli polską politykę. Jak tłumaczył Zybertowicz jest to obecnie charakterystyczny dla wielu sposób myślenia.
Podczas kolejnego panelu „Solidarność w trójkącie – państwo – rynek – społeczeństwo” dr Nikodem Bończa – Tomaszewski z Centralnego Ośrodka Informatyki przekonywał, że konkurencyjność nie stoi w sprzeczności z ideą solidarności. Pytany o przykłady solidarności na polskim rynku stwierdził, że jest ich niewiele, gdyż nasz rynek jest zindywidualizowany, ale chociażby największe firmy IT powstały poprzez łączenie się największych podmiotów. Bończa – Tomaszewski tłumaczył, że warunkiem tego by państwo było solidarne z obywatelami jest stworzenie państwa usługowego, które miałoby służyć obywatelowi, słuchać go. W ocenie prof. Andrzeja Koźmińskiego to czy solidarność może funkcjonować na wolnym rynku zależy od reżimu konkurencyjnego w jakim funkcjonuje firma: Jeśli firma konkuruje niską ceną i kosztami to na dobrą sprawę nie ma miejsca na solidarność, bo to oznacza wypchnięcie z rynku, ale jeśli konkuruje innowacyjnością to są takie możliwości, choć istotny byłby tutaj reżim własnościowy – tłumaczył Koźmiński, dodając następnie, że solidarność nie może zawieszać konkurencyjności, bo w innym wypadku firma może przestać istnieć.
W ostatniej części spotkania zatytułowanej „Solidarność w praktyce” swoimi doświadczeniami dzielił się prof. Andrzej Blikle, który tłumaczył jak rozumie „dobre miejsce pracy”. Według niego jest to miejsce do którego chce się pracownikom przychodzić, w którym mają poczucie, że budują swoją wartość. Blikle nie zgadza się z poglądem, że „zaganianie” do pracy jest skuteczne, profesor uważa to za działanie toksyczne, które niszczy zarówno pracownika jak i firmę. Według Bliklego firmę niszczą również systemy motywacyjne w rodzaju bonusów, premii. Prowadzą one do syndromu „gry wojennej” – pracownicy grają z firmą i nie jest ona w stanie tej gry wygrać. W ocenie profesora przedsiębiorstwu nie pomaga także współzawodnictwo pracowników, gdyż blokuje dzielenie się wiedzą.
Uczestniczący w ostatnim panelu dr Stanisław Kluza w swoim wystąpieniu zwracał uwagę, że od bilansów demograficznych zależeć będzie funkcjonowanie gospodarki. Były minister finansów zachęcał do premiowania dzietności wśród Polaków, ponieważ wysokość naszych emerytur będzie zależeć nie tylko od ścieżki kariery, ale też „postaw rodzinnych”. Kluza zaznaczał, że istnieje pewna prawidłowość, otóż u osób osiągających stosunkowo niskie dochody, ale mających stabilne zatrudnienie występuje wyższa dzietność niż u osób uzyskujących wyższe dochody, ale niepewne dłuższego zatrudnienia. Minister finansów w rządzie Jarosława Kaczyńskiego nawiązał również do propozycji przywrócenia dawnego wieku emerytalnego. Kluza przyznał, że uznaje argument, iż w starzejącym się społeczeństwie trzeba dłużej pracować, ale jest też kontrargument polegający na tym, że wydłużenie wieku emerytalnego utrudnia wejście na rynek pracy ludziom młodym (co piąty wciąż nie ma pracy), co w konsekwencji opóźnia założenie rodziny.
Autor: Radosław Święcki
Zapraszamy do komentowania
