100 dni prezydenta

0
66
duda1

duda114 listopada minęło 100 dni od momentu zaprzysiężenia prezydenta Andrzeja Dudy. Przez ten czas głowie państwa nie udało się pozbyć łatki „PiSowskiego prezydenta”, a ostatnie decyzje tylko ten wizerunek wzmacniają.

Gdy 11 listopada ubiegłego roku prezes PiS Jarosław Kaczyński ogłaszał, że kandydatem ugrupowania na najwyższy urząd w państwie jest Andrzej Duda, nawet życzliwi Prawu i Sprawiedliwości komentatorzy wyrażali zdumienie, że tak doświadczony polityk jak Kaczyński wystawia w tak ważnych wyborach szerzej nieznanego eurodeputowanego. Przy wysokiej popularności prezydenta Bronisława Komorowskiego, mało kto dawał szansę Dudzie na wejście do drugiej tury.

Andrzej Duda jest ciekawym przypadkiem głowy państwa, która uzyskała legitymizację nie tylko z wyborów powszechnych, lecz jej polityczna siła wywodzi się również ze swoistego „namaszczenia” przez lidera obozu politycznego. Jarosław Kaczyński, który nie podjął kolejnej próby startu w wyborach prezydenckich (co zresztą w wyborach 2015 r. dotyczy prawie wszystkich liderów najważniejszych obozów politycznych), wskazał lojalnego a jednocześnie mało znanego polityka. Bardzo sprawna kampania wyborcza, zmęczenie dotychczasowym obozem władzy, falstart i inne błędy kampanii Bronisława Komorowskiego oraz wspomniane „namaszczenie” polityczne, przyniosły w efekcie jeden z najbardziej spektakularnych sukcesów politycznych ostatnich lat – przypomina w rozmowie z portalem B2-biznes.pl dr hab. Tomasz Słomka, politolog Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Andrzej Duda zwyciężył w I turze wyborów prezydenckich 10 maja br. Sukces powtórzył dwa tygodnie później, pokonując dotychczasowego prezydenta Bronisława Komorowskiego. Zaprzysiężenie głowy państwa odbyło się 6 sierpnia. Pierwsze miesiące nowej prezydentury upłynęły pod znakiem kohabitacji z rządem Ewy Kopacz.

W tym czasie Andrzej Duda ograniczył kontakt z rządem, a szczególnie z premierem do minimum, nie podejmując poważnej współpracy w zasadzie na każdym polu, nawet tak istotnym, jak wypracowanie wspólnego stanowiska egzekutywy w zakresie problemu uchodźców. Konsekwentnie odmawiał sformalizowanych form współpracy z rządem, jak Rada Gabinetowa. Nie przystał na propozycję zwołania Rady Bezpieczeństwa Narodowego, wyraźnie zwlekając z kreacją jej nowego składu na okres po wyborach parlamentarnych. Od początku korzystał też z możliwości wetowania ustaw. Do rangi symbolu urosło zwołanie pierwszego posiedzenia izb parlamentarny na dzień unijnego szczytu, co w zasadzie uniemożliwiło premierowi uczestnictwo w posiedzeniu Rady Europejskiej. Widać zatem wyraźnie, że głowa państwa obsadziła się w roli recenzenta rządu, zaś relacje z większością parlamentarną i rządem pozostawały w cieniu toczącej się kampanii wyborczej do Sejmu i Senatu i służyły raczej obozowi politycznego, z którego prezydent się wywodzi – mówi Słomka, który przewiduje, że prezydent w stosunku do nowego rządu obsadzi się w innej roli niż recenzent.

Otwarcie nowej kadencji parlamentu i desygnowanie na premiera Beaty Szydło, wydaje się otwierać nowy model funkcjonowania egzekutywy, oparty na daleko idącym współdziałaniu. Prezydent zadeklarował chęć możliwie szerokiej współpracy z parlamentem (a ściślej, jak można się spodziewać – z większością parlamentarną), zachęcając go do działań mających na celu „wprowadzenie w Polsce głębokich zmian”. Rada Ministrów liczyć może na wszelką pomoc prezydenta i jego administracji, głowa państwa pozycjonuje się zatem na opiekuna rządu, choć nie wiadomo właściwie jak dalece aktywnego – czy starającego się znacząco wpływać na kształtowanie rządowej polityki, czy też raczej notariusza akceptującego i firmującego decyzje premiera i gabinetu – uważa politolog UW.

W ocenie Słomki jednym z najbardziej znaczących i niepokojących elementów pierwszych miesięcy prezydentury jest kryzys związany z zaprzysiężeniem sędziów Trybunału Konstytucyjnego.

Ustawa o Trybunale Konstytucyjnym w sposób kategoryczny stwierdza, że prezydent przyjmuje ślubowanie od sędziów TK wybranych przez Sejm, pole manewru dla głowy państwa zatem w tej mierze nie występuje. Andrzej Duda zdaje się jednak wykorzystywać niewątpliwe błędy poprzedniej większości parlamentarnej, do zmian w ustroju i położeniu TK, które zagrożą niezależności tego kluczowego organu państwa prawnego – uważa Słomka.

Bez wątpienia na ocenę prezydentury Dudy wpłynie wczorajsza decyzja o ułaskawieniu koordynatora ds. służb specjalnych Mariusza Kamińskiego. Może ona przypominać decyzję prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego sprzed dziesięciu lat o ułaskawieniu byłego wiceszefa MSWiA Zbigniewa Sobotki. Tyle, że Kwaśniewski podjął ją w ostatnich dniach urzędowania, mając potężny kapitał zaufania, Duda dopiero zaczyna i w obecnej sytuacji trudno będzie mu zachować zaufanie wyborców, nie będących zwolennikami Prawa i Sprawiedliwości, a właśnie ich poparcie spowodowało, że jest dziś tam gdzie jest.

                                                                                                        Autor: Radosław Święcki

Poprzedni artykułDofinansowania z ZUS-u na poprawę bezpieczeństwa w pracy w MŚP
Następny artykułZnamy expose nowego rządu