
Osobiście uważam, że lider opozycji powinien mieć taki status jak wicepremier – mówi w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” prezes PiS Jarosław Kaczyński. W obszernym wywiadzie udzielonym dziennikowi lider partii rządzącej odnosi się również m.in. do przeszłości Stanisława Piotrowicza i relacji na linii Beata Szydło-Mateusz Morawiecki.

W rozmowie z dziennikarzami „Rzeczpospolitej” prezes PiS rozwija swoją zapowiedź z niedawnego wywiadu dla radiowej Trójki odnośnie uporządkowania działań opozycji.
W wielu krajach opozycja jest zinstytucjonalizowana. W Polsce, szczególnie w poprzedniej kadencji, panowało całkowite lekceważenie opozycji. Ludzie nie rozumieją, że opozycja pełni bardzo ważną rolę. Osoby, które kierują formacjami opozycyjnymi, mają bardzo niski status, jeśli chodzi o precedencję – uważa Kaczyński.
Dopytywany o to, czy uważa, że liderzy opozycji powinni mieć specjalny status prezes PiS odpowiada twierdząco.
Osobiście uważam, że lider opozycji powinien mieć taki status jak wicepremier. Takie rozwiązania należy wprowadzić i wierzę, że przyczynią się do tego, że dyskurs polityczny w Polsce dzięki temu się zmieni. Dziś on jest na poziomie czystego szaleństwa – ocenia były premier.
Hipokryzja ws. Piotrowicza
W wywiadzie pojawia się również wątek posła PiS Stanisława Piotrowicza, którego formacja rządząca uczyniła twarzą zmian w Trybunale Konstytucyjnym. Według Kaczyńskiego Piotrowicz nie jest obciążeniem dla partii.
Wiem dobrze, jako działacz Komitetu Helsińskiego w PRL, że wielu sędziów i prokuratorów nam pomagało. Ówczesny minister sprawiedliwości organizował specjalne narady, na których udzielał reprymend nie dość gorliwym. Krzyczał na nich za to, że działają zbyt wolno, że odstępują od trybu doraźnego. Tłumaczenia posła Piotrowicza wydawały mi się więc wiarygodne. Dziś, kiedy wiem więcej na ten temat, wiem, że tak po prostu było. Nikomu nie zrobił krzywdy, a dwóm osobom pomógł – tłumaczy Kaczyński, zarzucając krytykom Piotrowicza hipokryzję.
Przecież w KP PO jest sporo ludzi z partyjną przeszłością, z sekretarzem KC na czele. Atak na Piotrowicza to jest wręcz nieprawdopodobna hipokryzja. Przecież aktywiści KOD bronili takiego arcyprokuratora stanu wojennego jak Andrzej Kaucz. Tu liczy się po prostu na bardzo krótką pamięć społeczną – uważa lider PiS.
Szef PiS skrytykował również w tej sprawie część mediów.
Gdyby to byli dziennikarze radykalnie antykomunistyczni, np. z „Gazety Polskiej”, to bym przyznał, że do takiego ostrzału mają prawo. Ale to byli dziennikarze z mediów, którym nie przeszkadzają partyjni sekretarze KC w dzisiejszej polityce! Którym nie przeszkadzał Leszek Miller i inni wysoko umocowani byli dygnitarze – mówi były premier.
Nie jestem dyktatorem
Pytany o powrót do MON Bartłomieja Misiewicza, Kaczyński odsyła dziennikarzy do Antoniego Macierewicza i umniejsza swoją rolę w obozie władzy.
Proszę o to pytać ministra Macierewicza. Ani nie jestem premierem, ani dyktatorem, nie wszystko, co się dzieje, musi mi się podobać. Nie mam aż takiej władzy, a nawet gdybym ją miał, to musiałbym uznać, że ministrowie o dorobku takim jak Antoni Macierewicz powinni mieć pewien poziom autonomii. Ale to od państwa się dowiedziałem, że pan Misiewicz powrócił – twierdzi Kaczyński.
Prezes PiS mówi również o niedawnym wzmocnieniu pozycji Mateusza Morawieckiego w rządzie. Zaprzecza, że mamy do czynienia z dwoma ośrodkami władzy w rządzie.
Ja byłem premierem. I wiem, że premier to jest premier. Nie można tego porównywać z wicepremierem, nawet mającym dwa silne resorty. Pani premier na pewno była pod pewnym naciskiem Ministerstwa Finansów, może i innych. Ale w końcu podjęła właściwą decyzję. I ja bardzo się z tego cieszę – deklaruje były premier.
Pytany o to, kogo na miejscu premier wyrzuciłby z rządu Kaczyński uchyla się od odpowiedzi.
Akceptuję w pełni fakt, że premierem jest Beata Szydło. Jeśli ona uzna, że kogoś należy usunąć, wówczas taka osoba straci pracę w rządzie. Nie chce się w tej sprawie wypowiadać. Nie chcę generować konfliktów ani napięć z panią premier – mówi prezes PiS, przyznając w dalszej części wywiadu, że choć decyzje kadrowe należą do szefowej rządu, to są one kierowane z kierownictwem partii. Kaczyński podkreśla jednak, że nie jest zwolennikiem częstych zmian w rządzie i „gdy nie dzieje się nic nadzwyczajnego, gdy nie ma ciężkich wpadek, nie ma sensu destabilizować pracy”.
Na podstawie:
Rzeczpospolita
